agata hania

czytam od zawsze ... ale pisać o czytaniu zaczynam :-)

Koty, nie koty... powieść świetna!

Walka kotów - Eduardo Mendoza

Na początku chciałabym zaznaczyc, że choć Mendozę uwielbiam, ale bynajmniej nie za jego słynny cykl o fryzjerze damskim (jakos ten absurdalny humor do mnie nie przemawia, bywa...), alkę kotów' siegnęłam, nie powiem, że przypadkiem, ale a raczej za 'Lekką komedię' i 'Niewinność zagubioną w deszczu'. 'Wyspa niesłychana' nadal przede mną...

Po 'Walkę kotów' sięgnełam, nie powiem, że przypadkiem, ale spragniona dobrej historii, dobrze, klasycznie opowiedzianej. I nie zawiodłam się.

Dość długo, bo nie ma do ostatnich stron zastanawiałam się, o co chodzi z tymi kotami... no juz wiem i myslę, że żaden z czytelników nie będzie zawiedziony, ciekawe porównanie, ale do wybaczenia tylko autorowi, który pisze o historii własnego narodu. Chyba Davisowi nie wybaczyłabym, gdyby tak napisał o Polakach....

Uczynienie Anglika bohaterem powieści dziejącej sie tuz przed wybuchem wojny domowej w Hiszpanii dały autorowi świetną okazje nie tylko do poczynienia krytycznej analizy ówczesnej sytuacji politycznej i społecznej we własnym kraju, ale umożliwił mu równiez ten zabieg wyjasnienie i swoim, hiszpańskim czytelnikom, i zagranicznej publiczności, znajacej ten okres z podręczników historii, zawilości wydarzeń, postaw, wyborów. W świetle opowiedzianej przez Mendozę historii, dojście do władzy Franco, zaangażowanie miedzynarodowe w wojne domową i jej znaczenie dla późniejszych losów Europy i świata staje sie nie tyle jasniejsze, ile po prostu bardziej ludzkie, co nie znaczy, że w jakim kolwiek stopniu autor usprawiedliwia reżim, on raczej rozgrzesza hiszpańskie społeczeństwo stojące wtedy u progu nowego, niewiadomego, ogarnięte mętlikiem myśli, oce i recept na 'zbawienie' Hiszpanii.

Powieść mało, że dobra, to i mocno pouczająca....